Konia z rzędem temu, kto ustali winnych wczorajszej pyskówki w Sejmie. Ba! Widać, że kilku zawodników w tej konkurencji czuje się bardzo dobrze.

REKLAMA
Widać też, że pojawienie się na trybunie sejmowej premiera, choćby nawet czytał prognozę pogody, wywołuje histeryczny spazm u prezesa. I dalej wszystko toczy się już według sprawdzonego schematu: anonimowa sala coś tam dorzuci, prezes zareaguje, a odpowie mu z wdziękiem Janusz Palikot. Po drodze można jeszcze uwikłać posła SLD, który też nie pozostaje dłużny. I jakoś to się kręci. Czołówki gazet i prime time wszystkich wiadomości zapewniony.
Wczoraj ten sielski krajobraz uzupełniony został o obecność piłki kopanej. Poseł PiS-u, z dość pokrętną argumentacją, postanowił ją podarować premierowi. Być może ze wzruszenia, że ma swoje 5 sekund, ręce mu zadrżały i… nie dorzucił! Tuskowi nie drgnęła nawet ręka, nie mówiąc o twarzy. I tu głębsza refleksja na temat sportu i polityki. Trzeba umieć wystawiać właściwych zawodników do właściwej konkurencji. A jest przecież w PiS-ie poseł Tomaszewski, który, co jak co, ale piłkę wyrzucić jeszcze umie. W składzie się jednak nie znalazł i wyszło jak wyszło.
Zasób słów się wyczerpuje, inwektywy już zużyte, pozostaje mordobicie jak we Włoszech, Hiszpanii lub Chile.
Cdn.?
PS "7 Dzień Tygodnia" – w niedzielę rano (tuż po 9) zapraszam do słuchania programu Moniki Olejnik w Radiu ZET!