Polityka składa się z gestów. Trzeba jednak bardzo dbać o to, by gesty nie były ze sobą sprzeczne i składały się na logiczną całość.
REKLAMA
Moja partia od wielu lat dba o to, aby oddzielić życie kościelne od państwowego i aby religia stała się domeną prywatności. Idzie nam słabo, ale się staramy. Działania Janusza Palikota zmierzające w tym kierunku odbierałem życzliwie i ze zrozumieniem. Aż do przedwczoraj. Janusz Palikot PUBLICZNIE ogłosił wtedy zamiar wystąpienia z Kościoła. Nie wystąpił, ale ogłosił zamiar. Gdyby swój dotychczasowy stan członka Kościoła rzymskokatolickiego traktował poważnie i równie poważnie zamierzał go zmienić, powinny nastąpić dalsze czynności: w obecności dwóch pełnoletnich świadków powinien złożyć odpowiedni formularz (wraz ze świadectwem chrztu) w parafii miejsca zamieszkania. Wszystko winno odbywać się równie dyskretnie jak postulowane przez wielu czynności religijne. Skoro religia ma być osobistą sprawą każdego człowieka, to wystąpienie z Kościoła też jest czymś osobistym.
Media wspominają, że Janusz Palikot przybił dokument ze świadectwem woli do drzwi kościoła w Krakowie. No cóż, przypomina mi się tutaj inna kartka przybita w 1517 r. do drzwi kościoła w Wittenberdze. Wtedy uczynił to Marcin Luter i zaczęła się reformacja.
Powtarzając w polityce gesty trzeba uważać, aby nie otrzeć się o farsę.
