Dużo czasu potrzebował specjalista od kamaszy i wykształciuchów. Widać zrozumiał, że jego formacja nic nie znaczy, więc jak przysłowiowy ogon, postanowił zamachać psem.

REKLAMA
Ludwik Dorn, szef Rady Programowo – Konsultacyjnej "Solidarnej Polski" zaproponował Jarosławowi Kaczyńskiemu, aby wspólnie (!!!) zablokowali wejście Chorwacji do Unii Europejskiej. Motywacja jest prosta – Platforma bez PiS-u nie ma większości 2/3 w Sejmie, więc zaszantażujemy Tuska, przepraszam, użyjemy wzmocnionej perswazji, aby zrobił "coś dobrego" dla Polski. I drugi powód, wyrażany już skromniej – po co w Europie kolejna niemiecka kolonia?
Gdyby te słowa powiedział ktoś inny, byłoby mi tylko wstyd, ale Dorn był marszałkiem Sejmu i może być jeszcze odbierany jako człowiek, który coś znaczy. Jego pomysł jest wredny i samobójczy. Owszem, zdarzały się w przeszłości groźby nieratyfikowania traktatów akcesyjnych, ale najczęściej chodziło o jakieś małe sprawy dwustronne.
Przypomnę, że Polska, PiS, ani nawet przebudzony Dorn, nie zgłaszali do Chorwacji żadnych zastrzeżeń w czasie negocjacji. Milczał autor bajek, gdy premier Tusk podpisywał traktat akcesyjny. Gdyby dzisiaj polski Sejm, bo przecież nie Dorn czy PiS, bez czytelnego powodu zablokowali Chorwację, wyszlibyśmy na ostatnich idiotów. Ucierpiałby wizerunek Polski, ale Dorn "niezbyt się przejmuje tym, że gdzieś na świecie będą nas źle postrzegać".
W istocie pomysł Dorna jest testem dla Jarosława Kaczyńskiego. Prezes ma okazję, aby po inicjatywie "bojkotu Euro" pokazać, że myśli kategoriami racji stanu.
Zobaczymy.