Amerykański Medal Wolności został wymyślony przez Trumana za zasługi wojenne. Kilkanaście lat później okazało się, że trzeba rozszerzyć formułę, bo wojna się skończyła, a walka o wolność nie. Zresztą statut medalu mówi m.in. o osiągnięciach w dziedzinie polityki, kultury czy dokonań w sferze publicznej lub prywatnej. Słowem – obejmuje niemal wszystko.

REKLAMA
Amerykanie są dość oszczędni w rozdawaniu odznaczeń. Wystarczy wspomnieć, że na liście osób, które otrzymały to najwyższe cywilne odznaczenie można znaleźć Jana Pawła II, Lecha Wałęsę, Zbigniewa Brzezińskiego i Jana Nowaka Jeziorańskiego. W tym roku dołączył do nich pośmiertnie Jan Karski. Ale w jakim gronie! Wśród trzynastu tegorocznych laureatów są m.in. Szymon Peres, Bob Dylan, Madeleine Albright i inne wybitne postacie znane bardziej na amerykańskim rynku.
O osobie Jana Karskiego już pisałem. Dzisiaj kilka słów o zaskakującej decyzji, że nagrodę dla niego odbierze Adam Daniel Rotfeld. Choć nie miał takiego zamiaru, bo to człowiek wielkiej skromności, stanie obok noblistów i gwiazd Ameryki bez jakiegokolwiek kompleksu. Ba! Sam mógłby taki medal otrzymać (prezydent Komorowski nie uznał za stosowne odznaczyć go Orłem Białym…).
Dlaczego on?
Amerykanie dokonali bardzo gruntownej analizy, i to, co można przeczytać w polskiej prasie, jest miłym dyplomatycznym jazgotem, który ma ratować twarz tych, którzy medalu nie odbiorą. W sposób oczywisty przepadł Wałęsa. Po pierwsze, Karski mocno go krytykował za wszystkie szaleństwa w czasie prezydentury, po drugie zaś, uczynił afront Obamie podczas jego wizyty w Polsce i sprawa jest jasna. Podobnie, choć nie identycznie, jest z Władysławem Bartoszewskim. Panowie też nie przepadali za sobą, a pan profesor nie miałby nic przeciwko temu, aby samemu odebrać własny medal. Zresztą cały obóz tzw. historycznej "Solidarności" odpada, bo Jan Karski nie miał litości dla ich kłótni, swad i marnotrawstwa potencjału. Kto jeszcze? Medal mógł odebrać też Aleksander Kwaśniewski, ale Biały Dom uznał, że to trochę za wysoko, a przy okazji nie chciał drażnić jego przeciwników politycznych.
Czy więc Adam Daniel Rotfeld jest wynikiem selekcji negatywnej? Zdecydowanie nie. Ze swoim życiorysem, klasą i pozycją międzynarodową jest do tej roli kandydatem najlepszym. Tak przy okazji, pokazuje politykom na urzędzie, że najlepsze lata i sukcesy mogą nadejść po opuszczeniu stanowiska. Tylko trzeba mieć coś do powiedzenia. Też w obcym języku.
PS "7 Dzień Tygodnia" – w niedzielę rano (tuż po 9) zapraszam do słuchania programu Moniki Olejnik w Radiu ZET!