Dzisiejsze wydarzenie w Parlamencie Europejskim – debata na temat Polski – jest rytuałem. Jak każdy rytuał, rzeczywistości nie zmieni, ale ma znaczenie wizerunkowe. Gdy wspominam minione 11 lat, to Polska bywała bohaterem podobnych dyskusji, choć nie na taką skalę, np. wtedy, gdy pierwszy rząd Jarosława Kaczyńskiego wypowiadał się przeciwko gejom.

REKLAMA
Swoje "pięć minut", jak by to nie brzmiało przekornie, ma pani premier Szydło. Jeśli sprawdzi się jako polemistka, pokaże trochę ciepła i uśmiechu, a być może nawet poczucia humoru, będzie jej łatwiej w przyszłości. Tak było z Orbanem, który miał odwagę stanąć oko w oko z salą plenarną i z użyciem dobrej angielszczyzny walczyć o swoje racje.

Temat Polski w Unii Europejskiej dopiero się rozpoczyna. Nasza pozycja w Unii zdecyduje się jednak nie na sali plenarnej, a w gabinetach państw członkowskich. To tam padnie pytanie – i zapewne odpowiedź – czy opłaca nam się kopać z upartym rządem w Warszawie?