Niestety, jak zwykle, Parada Równości będzie boleśnie aktualna. Wszystkie hasła z zeszłego roku pozostają niespełnione. Ba! Jest nawet gorzej. Przykład ostatniego wystąpienia posła PiS, Stanisława Pięty, w debacie na temat zwalczania przemocy inspirowanej homofobią, pokazuje, jaki jest stan myślenia. Pięta mówił w imieniu drugiego co do wielkości klubu i żadne jego słowo nie spotkało się z potępieniem ze strony kierownictwa macierzystej partii. Podobne przykłady można by mnożyć. Na szczęście Pięta i jego kolesie są w mniejszości. Jest jednak o co się upominać.

REKLAMA
Tegoroczną manifestację zaszczycą Ich Ekscelencje Ambasadorowie Stanów Zjednoczonych Ameryki oraz Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. Ten pierwszy w wydanym oświadczeniu poinformował, że wielu amerykańskich ambasadorów w tej części świata weźmie udział w podobnych paradach. Mówiąc inaczej, w roku wyborczym prezydent Obama wydał placówkom dyplomatycznym w Europie Wschodniej instrukcję z nakazem uczestnictwa w takich wydarzeniach. Sprawa jest więc jasna.
Większy problem mam z udziałem ambasadora wielkiej Brytanii, Robina Barnetta. Reprezentuje on rząd Davida Camerona, który bardzo mocno popiera prawa gejów i lesbijek. Jednocześnie Partia Konserwatywna współpracuje politycznie z PiS-em. Może Pan Ambasador wpadłby zademonstrować do prezesa Kaczyńskiego na Nowogrodzką? Konserwatyści ze swoją schizofrenią w tej sprawie są żałośni…
W ogóle obecność ambasadorów na demonstracjach jest zabiegiem dość ryzykownym. Stany Zjednoczone prowadzą aktywną politykę w zakresie praw człowieka. Wydają oświadczenia, raporty, mają więc mnóstwo instrumentów do jej realizacji. Wkraczając w tak delikatną materię jak przesłanie parady, ambasador USA demonstruje publicznie, że państwo polskie działa źle. Nie jestem pewien, czy ulica jest najlepszym miejscem, aby w ten sposób wyrazić zdanie swojego prezydenta (choć ten nauczył nas w tym tygodniu, że gesty i słowa traktuje dość swobodnie).
Wyobraźmy sobie ambasadora Polski, np. w Madrycie, który dołącza do marszu oburzonych i popiera deklarację przeciwdziałania bezrobociu wśród hiszpańskiej młodzieży. Widzę też zdumienie na Downing Street, gdyby przedstawiciel Rzeczpospolitej maszerując ulicami Londynu domagał się niepodległości Szkocji.
O ile pamięć mnie nie myli, gdy milicja stłukła ostatnio przedstawicieli mniejszości seksualnych podczas demonstracji w Moskwie, dyplomacje obu opisywanych krajów nie były obecne wśród poszkodowanych, a rządy jakoś specjalnie głośno nie protestowały…
PS "7 Dzień Tygodnia" – w niedzielę rano (tuż po 9) zapraszam do słuchania programu Moniki Olejnik w Radiu ZET!