Nie przypominam sobie, aby którykolwiek prezydent odbierał ordery. Owszem, w różnych okolicznościach odznaczeni nie przyjmowali wyróżnienia lub je zwracali. Prawna furtka, która pozwala na odebranie odznaczenia, dotyczy hipotetycznych sytuacji, gdy "kawalerowie" popełnią przestępstwo lub inny ohydny czyn.
REKLAMA
Dyskusja o zabraniu Krzyża Kawalerskiego Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej dotyczy bardziej nas, Polaków, i naszej kondycji psychicznej, niż samego profesora Grossa. Warto przypomnieć, że order otrzymał z rąk Aleksandra Kwaśniewskiego, w roku 1996, a ulubieńcem polskiej prawicy stał się kilka lat później, po publikacji książki "Sąsiedzi".
Któremu Grossowi aktualne władze chcą zabrać order?
Czy temu, który go dostał 20 lat temu za publikacje i opracowania dotyczące deportacji Polaków na Syberię i wcześniejszą działalność opozycyjną w PRL?
Czy może temu, który napisał "Sąsiadów" i rozpętał w Polsce dyskusję o nas, Polakach, w czasie II wojny światowej i naszym zachowaniu wobec Żydów? W wyniku tej dyskusji, w Jedwabnem, odbyła się uroczystość, gdzie padły znamienne słowa z ust prezydenta Kwaśniewskiego: "Przepraszam w imieniu swoim i tych Polaków, których sumienie jest poruszone tamtą zbrodnią". Ten moment jest kamieniem milowym budowy nowoczesnego wizerunku Polski, która ma siłę mówić o zbrodniach współobywateli, ale ma też dość siły i dumy, aby pokazywać własne bohaterstwo i własnych męczenników.
A może prezydent chce zabrać order profesorowi z Princeton, który w ostatnich latach, jako publicysta, swoimi wypowiedziami elektryzuje w Polsce nawet ludzi mu przyjaznych?
Żaden z "trzech Grossów" nie zasługuje na odbiór odznaczenia.
Prezydent Andrzej Duda wchodzi na grząski grunt relacji polsko-żydowskich i chce cofnąć koło historii. Dziwię się też, że na czele krucjaty przeciw Grossowi stoi sekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, Jan Dziedziczak, który był zaangażowany w dialog polsko-izraelski.
Prezydent Duda stworzył sobie problem. Gdyby lepiej poznał dokonania swojego mistrza, Lecha Kaczyńskiego, nigdy by tą drogą nie podążał.
PS Coś jednak wisi w powietrzu. Wczorajsze "Fakty" relacjonując sukcesy walczącego o nominację Demokratów w wyborach prezydenckich w USA, Berniego Sandersa, i jego związki z Polską, w 3-minutowym materiale ani razu nie użyły słowa "Żyd". Mistrzostwo świata.
