Jestem bardzo szczęśliwy, że byłem wczoraj na meczu. Podobało mi się w sumie wszystko. Może najmniej wynik, ale to oddzielna historia. Co mi się podobało?
REKLAMA
Warszawa od południa pełna była przebierańców. Takiej życzliwości na Alejach Jerozolimskich nie widziałem nigdy, a tłok w tramwajach był raczej okazją do dowcipów i śmiechu niż tradycyjnego warczenia. Gdy dotarłem przed stadion ok. 16-tej, wydawało mi się, że na kibiców czeka męka przechodzenia przez kolejne checkpointy. Ale nie – tłum, choć spory, poruszał się regularnie. Tak naprawdę nie czekało się. Nawet wrażliwy punkt "security" sprowadził się do prośby o otwarcie plecaka i pieszczotliwego, w porównaniu z lotniskiem, obmacania kibica. Jedyna kolejka, której trzeba było poświęcić z 15 minut, to kolejka po piwo, podobno bezalkoholowe, ale nikomu to nie przeszkadzało. W przerwie meczu do toalety praktycznie też się nie czekało.
No i ten stadion. WOW! To jest COŚ. Z 24-tego rzędu i miejsca nr 579 (gdzieś w połowie długości i wysokości trybun) widać było wspaniale całe boisko. Krzesełka były bardzo wygodne, choć było ciasno, ale bez szturchania się łokciami. Nie było też żadnej duchoty. Bezpieczeństwo na stadionie gwarantowali niezliczeni stewardzi. Było ich wielu, na każdym kroku, ale nie mieli nic z wyrazu twarzy dzielnych ochroniarzy znanych z polskich imprez sportowych.
O samym meczu nie napiszę nic, bo każdy oglądał po swojemu i ma swoje wnioski. Nieprawdą jest jednak, że po strzelonej przez Lewandowskiego bramce kibice przestali dopingować naszych. Najsilniejszy doping rozpoczął się wtedy, gdy straciliśmy bramkę, a właściwie to po obronionym przez Tytonia karnym.
No i akord końcowy. Od ronda Waszyngtona do Dworca Centralnego są pewnie ze 3 km. Całą jezdnię i torowisko wypełnili kibice. Takiego przemarszu dawno nie widziałem. Gdzieś w okolicach Nowego Światu naprzeciw kibicom stadionowym wyszli ci ze strefy kibica, których podobno było 100 tysięcy. I nic. Żadnego ekscesu.
I jeszcze jedno. Wszędzie można było spotkać Greków. Ne kryli się ze swoimi szalikami, a wręcz przeciwnie. Stanowili atrakcję turystyczną i biało-czerwony naród chętnie robił sobie z nimi zdjęcia.
PS "7 Dzień Tygodnia" – w niedzielę rano (tuż po 9) zapraszam do słuchania programu Moniki Olejnik w Radiu ZET!
