Jak wiadomo, antyimigracyjna strona holenderskiej Partii na rzecz Wolności została powszechnie potępiona. Uczyniły to rządy wielu państw za pośrednictwem ambasadorów, Parlament Europejski, komisarz ds. sprawiedliwości Viviane Reding – niemal wszyscy. Mniejszość protestujących, wśród nich ja, postanowiła jednak zło dobrem zwyciężać – zamiast oburzać się na chamstwo Geerta Wildersa, wychwalałem Holendrów, jaki to mądry naród.

REKLAMA
Do pełnego pejzażu protestu trzeba dodać oryginalną inicjatywę dwóch posłów Europejskiej Partii Ludowej – Jacka Saryusz-Wolskiego (Polska) i Sebastiana Bodu (Rumunia). Ta dość oryginalna koalicja zaapelowała o bojkot towarów z Holandii. Brawo! Pomysł przedni, ale akcja „Bojkotuj Holendra” może się skończyć niewypałem.
No bo tak: zamiast na Shellu, zatankujemy na BP, zamiast Liptona możemy wypić inną herbatkę, ale co zrobić z kuflem zimnego Żywca, który należy do Heinekena? A to nie koniec problemów. Jak wiadomo, ponad połowa światowego eksportu kwiatów, w tym goździków, produkowana jest w Holandii. No to w jaki sposób dzielni posłowie na 8 marca rozróżnią trefne kwiatki od właściwych? A niech na dodatek tradycyjne rajstopy dołączane tego dnia do kwiatka przywiezie holenderska ciężarówka, których kilkanaście tysięcy krąży po Europie… Bojkot może też wpłynąć fatalnie na dietę posłów. Pracują przecież w Brukseli, a większość ryb i owoców morza dociera tu z sąsiedniej Holandii. Wygląda więc na to, że pierwszymi ofiarami bojkotu będą… autorzy pomysłu!
Mówiąc jednak poważnie – Wilders nic sobie nie robi z protestów. Codziennie na swojej stronie uzyskuje 10 tysięcy wpisów i podkręca napięcie. Warto wiedzieć, że w sąsiedniej Belgii pracuje mniej więcej tyle samo Polaków, co w Holandii. W identycznych warunkach społecznych obecność naszych rodaków nie wywołuje jakichkolwiek problemów. Tak to jest, jak się wypuści dżina z butelki…