Oczywiście związku nie ma żadnego, ale jakbym nie użył w tytule tekstu słowa "mecz" albo "Rosja", to pies z kulawą nogą by na niego nie spojrzał. A dzieją się rzeczy ważne.

REKLAMA
Europejski komisarz ds. handlu przedstawił w ostatnich dniach raport na temat chińskich inwestycji w Europie. Postęp jest imponujący. W latach 2004-2008 była to kwota 700 mln euro, w następnych dwóch urosła do 2,3 mld, tak aby w 2011 osiągnąć ponad 7 mld. Czytelnik zapewne uraduje się, że wśród adresatów tych pieniędzy musi być Polska. Być może, ale na odległym miejscu i raport nas nie eksponuje. Przodują Francuzi, którzy od początku uzyskali 4,5 mld, Brytyjczycy 3 mld i Niemcy 2 mld. Dalej są… Węgry (sektor chemiczny) i Grecja, gdzie Chińczycy kupili sobie za 570 mln port w Pireusie. Wszystko to brzmi jak przekąska, jeśli spełni się prognoza, że w najbliższych latach inwestycje te osiągną kwotę ok. 20 mld euro rocznie. Dzięki tym pieniądzom pracę znalazło 45 tysięcy Europejczyków. Sporo, ale pamiętajmy, że amerykańskie firmy zatrudniają na naszym kontynencie ponad 4 mln pracowników.
A w ogóle to dopaść Ruskich, Orły do boju, jedzie Smuda na Kasztance, itd., itd. Pilnie szukamy w Strasburgu telewizora, który pokazałby to historyczne wydarzenie, co wcale nie jest łatwym zadaniem.