Wyobraźmy sobie sytuację z początku XX wieku albo troszkę wcześniej. Ulice w miastach zapełniają się pojazdami, powstają drogi między aglomeracjami, a na nich pierwsze samochody. Ci, którzy dysponują autem, cieszą się wolnością. Szybko okazuje się, że elementarne regulacje dotyczące tego, jak się poruszać są niezbędne, aby ludzie na drogach nie zrobili sobie krzywdy. To banalna obserwacja, ale dobrze oddaje stan wolności w internecie.

REKLAMA
Jest nas dużo, możemy wszystko, też anonimowo, panuje coraz większy tłok. Zorganizowane internetowe bandy mogą bezkarnie atakować państwa, organizacje oraz prywatne osoby. Wyszukana technika, która daje nam szybciej i więcej informacji, doskonale przydaje się do śledzenia osób, wykradania tajemnic, słowem – ograniczania wolności.
Rozpoczęliśmy w Parlamencie Europejskim prace nad raportem pt. "Strategia wolności cyfrowej w zagranicznej polityce UE". Temat jest ogromny i nie mam wątpliwości, że wywoła wielkie emocje. Wszyscy zgadzają się, że jakieś regulacje są potrzebne, ale do tej pory nikomu to się nie udało. Nic dziwnego, najpoważniejszą próbę podjęły rządy proponując niesławną umowę ACTA. Jeżeli użytkownicy sieci nie zorganizują się, nie zaproponują swoich rozwiązań, można oczekiwać, że będą podejmowane kolejne próby. Mamy na mapie świata dziesiątki krajów, w których nie ma wolnego internetu. Opowiadali o tym dziś rano w Parlamencie Europejskim blogerzy z Azerbejdżanu, Syrii, Tunezji i Nigerii.
Unia Europejska, a w szczególności Parlament Europejski, może dać dobry przykład tego, jak podjąć ten drażliwy temat nie wylewając dziecka z kąpielą.