Legitymacja i zdolność rządzenia w starym stylu.

REKLAMA
Z daleka ta kampania wygląda jak w każdym innym kraju. Ba! Podobnie jak we wszystkich wyborach od 2000 roku w samej Rosji. Dziesięć dni przed wyborami (4 marca) główny kandydat podróżuje po kraju, przemawia na dobrze przygotowanych masowych wiecach, mówi dużo o potrzebach wizytowanego regionu i składa obietnice. Gdy wygra, będzie stabilizacja i dobrobyt, poprawi się klimat inwestycyjny, umocni się ochrona socjalna obywateli. Jak na ironię, sensowne obietnice powtórzone kolejny raz po latach, potęgują uczucie stagnacji i beznadziei.
Wiadomo, kto ma wygrać. Walka idzie o to, aby władza nie była posądzona o fałszerstwa i kandydat wygrał w I turze. Sondaże wyglądają nieźle. Skąd więc zdenerwowanie Kremla?
Analitycy bliscy władzy badają gniew moskwiczan po sfałszowanych wyborach parlamentarnych. Plac Sacharowa i kilkadziesiąt tysięcy protestujących próbuje się porównać do Majdanu w Kijowie sprzed 8 lat. Ale to słaba analogia. Tam walczono o swojego kandydata. Moskwa na listach wyborczych nie widzi swojego, odrzuca wszystkich – skompromitowanych (Żyrinowski, Ziuganow) i malowanych (Mironow, Prochorow). Gniew kieruje przeciw Putinowi, ale ten gniew go nie obali. Może jedynie osłabić.
Inni porównują Moskwę z Kairem. To porównanie jest jeszcze słabsze. W Rosji nie ma alternatywnej siły, która organizowała tłum na placu Tahrir. Nie ma religii i Bractwa Muzułmańskiego. Plac Sacharowa demonstranci odwiedzają, a kairski był okupowany. No i last but not least – armia rosyjska stoi po stronie władzy.
Zadajmy sobie jeszcze raz pytanie – o co idzie prawdziwa walka, skoro Putin już wygrał? Odpowiedź jest smutna i dramatyczna. Stawką jest legitymizacja prezydenta i w konsekwencji jego zdolność do rządzenia jeszcze przez 6 lat w starym stylu. W starym, to znaczy z utrzymaniem uprzywilejowanych, z pozorowanymi reformami i zamordyzmem, który świat mniej więcej zaakceptował.
Putin wygląda w tym spektaklu dość żałośnie. Dawniej kandydował, aby ustabilizować kraj, pokonać Czeczenów, zwalczyć oligarchów. Dziś kiwa się sam ze sobą na własnym boisku. Ludzie to widzą.
Stąd już bliżej do prawdziwej zmiany.