Od wielu lat jestem miłośnikiem Pana talentu i, choć zabrzmi to dziwnie, miejscem gdzie najlepiej się on realizuje, przynajmniej dla mnie, jest tygodnik "Polityka". Cenię przede wszystkim Pana inteligencję i poczucie humoru. Powiedzmy wprost, w kraju pełnym kołtuństwa, ktoś taki jak Pan jest potrzebny, i mimo, że w sposób prowokacyjny, trafia Pan owego kołtuna celnie.

REKLAMA
Nie interesuje mnie ta sfera, która dotyczy Pana stosunku do kobiet, choć dżentelmen w naszym wieku powinien trochę pomyśleć, zanim w tych sprawach się wypowie. Chcę jednak nawiązać do Pana ostatniego dialogu na antenie radia z nieznanym mi Panem Figurskim.
Jakkolwiek się Pan tłumaczy, wszedł Pan w delikatną dziedzinę stosunków między Polakami a Ukraińcami. Nie mam tu na myśli historii, ale trudny czas współczesny. To, że w Polsce pracuje (często nielegalnie) kilkaset tysięcy Ukraińców, nie oznacza, że wolno Panu, czy komukolwiek innemu, pozbawiać ich godności. A to wynika wprost z waszej audycji – po prostu potraktowaliście wszystkie Ukrainki jak kur*y.
Jako człowiek sceny rozumie Pan, że kawał tłumaczony przestaje być śmieszny, a staje się żałosny. Wszystkie niuanse, drugie dna i obecne wyjaśnienia Pana i Pana szefa może jeszcze jakoś tam brzmią w Polsce, ale zapewniam, że na Ukrainie nie mają większego sensu.
Ta sprawa nie kwalifikuje się do sądu, tylko do ludzkiego i towarzyskiego osądu. Jeszcze dzisiaj zwykłe "przepraszam" zamknie temat.
Marek SIWIEC