Piłka nożna i kryzys strefy euro przeplatają się w czasie tych mistrzostw. Francuski "Libération" pokazał karykaturę, na której Angela Merkel celując w polu karnym w worek pieniędzy mówi: "Znowu muszę znosić tę bandę połamańców!", podczas gdy na bramce stoi pięciu przerażonych chudzielców z Hiszpanii, Grecji, Włoch, Portugalii i Irlandii. Jak w rosyjskim powiedzeniu – i śmieszno, i straszno.
REKLAMA
A w Niemczech poza piłką nożną dzieją się ciekawe rzeczy. Cztery wielkie europejskie gazety – "Bild am Sonntag", "Journal du dimanche", "Corriere della sera" i hiszpański "ABC" – przeprowadziły badania dotyczące stosunku społeczeństw do strefy euro. Najniższe poparcie jest dla niej właśnie u naszych zachodnich sąsiadów. Inaczej mówiąc, aż 39% Niemców jest gotowych opuścić ją w porównaniu z ok. 25% obywateli w pozostałych krajach. Problem staje się więc mocno polityczny, gdyż Niemcy przy swoim tradycyjnym eurooptymizmie osiągają moment, w którym zaczynają liczyć i według bardzo wielu integracja przestaje im się opłacać. W roku przedwyborczym będzie to wpływać na deklaracje i programy partii politycznych.
Zawsze, gdy nie rozumiem czegoś, co dzieje się za Odrą, słucham uważnie Wolfganga Schäuble. Jeśli Angela Merkel jest dzisiaj twarzą Republiki Federalnej, to dla polityki europejskiej niemiecki minister finansów jest jej mózgiem. Ostatnio pytany przez tygodnik "Der Spiegel" stwierdził, że Niemcy niedługo powinni odbyć referendum w sprawie zmiany swej konstytucji. Trzeba bowiem rozstrzygnąć spodziewane przeszkody dla przyszłej integracji europejskiej. Integracji, bądź jej braku. Schäuble chce, aby Niemcy poszerzyły sobie swobodę manewru na wypadek kłopotów, które mogą powodować partnerzy.
Wszystko to razem u progu lata i niemiecko-hiszpańskiego finału nie nastraja optymizmem.
