Oj, iskrzy na linii państwa członkowskie – Parlament Europejski. Kilka tygodni temu mały piorun uderzył w projekt modyfikacji Schengen. Stało się tak, gdy państwa członkowskie postanowiły chronić swe prawo do zamknięcia granic bez zgody instytucji unijnych, w tym PE. W odpowiedzi Parlament wstrzymał wszystkie negocjacje z Radą w dziedzinie spraw wewnętrznych. A wczoraj życie napisało ciąg dalszy.

REKLAMA
Pamiętam, gdy Polska kończyła swoją prezydencję, z dumą relacjonowano, że udało nam się wynegocjować jednolity patent europejski. Te zapowiedzi okazały się lekko na wyrost. Rada bez jakichkolwiek konsultacji zmieniła wcześniejsze ustalenia. Najpierw sprawa drobna. Siedzibą nowego europejskiego urzędu miało być Monachium, ale okazało się, że podzielona zostanie na trzy lokalizacje (dodatkowo Paryż i Londyn). I zmiana grubsza – państwa członkowskie chcą wyjąć organ patentowy spod nadzoru Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, czyli stworzyć wyłom w spójności prawa europejskiego.
W zaistniałej sytuacji wstrzymaliśmy prace w PE czując, że kolejny raz państwa członkowskie próbują nas ograć. Intuicja podpowiada mi, że to nie koniec problemów. Nawet uśmiechnięta twarz duńskiej pani premier, która dzisiaj składała sprawozdanie z prezydencji, nie przekonuje nikogo. Na solidarne działania Rady szykuje się mocno ponadpartyjna reakcja Parlamentu Europejskiego.