Nie od dziś wiadomo, że prywatyzacja w Polsce służy przede wszystkim napędzaniu pieniędzy do budżetu. Skarb Państwa od jakiegoś czasu uprawia niby-prywatyzację wypuszczając na giełdzie akcje, a sobie zostawiając dominującą część własności. W tarnowskich Azotach Rzeczpospolita zachowała ponad 40% udziałów. Wszystko działało się dobrze, w zarządzie wymościła sobie gniazdka rodzina byłego ministra Grada, aż tu nagle pojawił się "Ruski"…

REKLAMA
Wiaczesław Kantor, bo o nim mowa, jest multimiliarderem, który prowadzi interesy na całym świecie. Z Rosją łączy go dziś wyłącznie miejsce urodzenia. Kiedy postanowił przejąć Azoty, rząd ogłosił, że nic nie sprzeda ze swego posiadania. "Podstępny" inwestor podbił jednak cenę i postanowił skupić pakiet większościowy od pozostałych akcjonariuszy, przepłacając sowicie. Na stole pojawiło się ponad 1,8 mld złotych za całą spółkę.
Gdy piszę te słowa, gdzieś tam w Tarnowie trwa właśnie histeria. Wykorzystywane są wszystkie kruczki prawne, aby do transakcji nie doszło. Przypomnę – do transakcji, do której w wolnym kraju, w warunkach wolnorynkowej gospodarki zniechęca się wolnych inwestorów.
Zadaję sobie pytanie – dlaczego tak się dzieje? Nawozy sztuczne to przecież nie energia, gaz, zbrojenia, żaden tam obszar strategiczny, a rząd premiera Tuska postanowił zablokować nawet taki rosyjski kapitał w tak niewinnym miejscu. Odpowiedź jest jedna – pan premier boi się tego, co na temat wyprzedawania polskich klejnotów w "bolszewickie ręce" powie prezes Kaczyński.
Dzisiaj, już w trakcie kryzysu, Skarb Państwa mógłby wziąć te pieniądze. Mogliby wziąć je również prywatni akcjonariusze. Sprawdzimy za rok, ile wobec dzisiejszej ceny giełdowej 36 zł za akcję (Kantor proponuje 45 zł) będzie warty jeden udział w spółce…
PS Jutro będę gościem Bogdana Rymanowskiego w programie "Kawa na ławę". Zapraszam do oglądania TVN24, start o 10:45.