Każda partia na wewnętrzne pęknięcia reaguje podobnie. Obowiązuje linia polityczna – oj tam, oj tam, chłopaki nic się nie stało. Zwłaszcza w mediach Platforma Obywatelska jest podzielona według kilku kryteriów, np. jest premier i reszta świata. Są też podziały ideologiczne, ale ten najbardziej dotkliwy to podział na ludzi władzy i mięso armatnie.

REKLAMA
Aktualna sytuacja w partii rządzącej jest klasyczna dla buntu outsiderów. Wiedzą, że ich miejsce jest w partyjnym ogonie, nie mają żadnej ścieżki awansu kadrowego, a na stanowiska powoływani są inni, według uznaniowego klucza. Owszem, władza konsoliduje i wymusza lojalność wobec szefostwa, ale do czasu.
Konflikt sumienia jest dogodnym momentem, aby partyjne doły pokazały pazurki. Wszak różnić się o wartości to piękne! Żreć się o stanowiska – niekoniecznie. Według mnie to nie Gowin przelał czarę goryczy. Zrobił to Aleksander Grad, który w zeszłej kadencji "porządził", a teraz odkrył, że dla prawdziwych facetów nie ma miejsca wśród parlamentarnego tłumu. Załatwił więc sobie intratną posadę w polskim atomie, pokazując kolegom z ław sejmowych przysłowiowy gest Kozakiewicza.
Tak to teraz będzie trwało. Ci sprytniejsi jakoś się zainstalują, większość pozgrzyta zębami aż do dnia, gdy słupki zaczną naprawdę spadać.
I wtedy się zacznie.