Rzadko w czasie kryzysu można przeczytać tyle pozytywnych komentarzy, jak po sobotniej decyzji ministra skarbu, Mikołaja Budzanowskiego. Jednym zręcznym ruchem doprowadził do połączenia Zakładów Azotowych w Tarnowie z Puławami. Analitycy szacują, że efekt połączenia da w pierwszym roku 100 milionów złotych. Kolejne oszczędności płynąć będą ze wspólnych zakupów węgla, energii i gazu, a poza tym istnieje "potencjalna synergia w zakresie amoniaku". A w ogóle to powstaje polski gracz na europejskim rynku, porównywalny z KGHM. Brawo!

REKLAMA
Te wszystkie dobrodziejstwa zawdzięczamy olśnieniu, jakiego doznał minister skarbu ponad 20 lat od wprowadzenia w Polsce gospodarki rynkowej. Wystarczyło, że jeden rosyjsko-szwajcarsko-kanadyjski przedsiębiorca postanowił kupić fabrykę – przepraszam, dokonać wrogiego przejęcia, – aby rozum ministra zaczął pracować. Wcześniej wymienione wyżej zalety operacji były niedostrzegalne. Mamy więc cud nad Wisłą.
Ale idźmy dalej.
Nieobecna od dłuższego czasu w życiu publicznym ABW ostrzegała, że jeśli Rosjanie przejmą fabrykę, może to zagrozić wprowadzeniu gazu łupkowego do Polski. Czyli podstępny Rusek chciał kupić zakłady konsumujące 10% polskiego importu z Rosji po to, aby dalej kupować rosyjski drogi gaz!!! Nie zważał też na to, że w tym czasie konkurencja z Puław mogła go położyć na łopatki korzystając z gazu łupkowego. Gdzieś mamy do czynienia z idiotą. Albo jest nim rosyjski inwestor albo analityk z ABW.
W ogóle antyrosyjski sos całej operacji jest szkodliwy dla Polski. Rosyjski kapitał jest starannie sprawdzany wszędzie na świecie, ale nigdzie nie blokuje się go z powodów jawnie politycznych. Jestem przekonany, że pierwszymi, którzy zapłacą za geniusz pana Budzanowskiego, będą polscy inwestorzy w Rosji. Ale cóż tam. Z tych strat nikt go nie będzie rozliczał.