W ostatnich latach Stany Zjednoczone pod rządami Obamy nie zajmowały się specjalnie Europą. Europa też nie przepada za amerykańską polityką. Warto pamiętać, że szczyt tej niechęci przypadał na ostatnie lata prezydentury Georga W. Busha – republikanina. Mitt Romney potrzebuje metki męża stanu i dlatego rusza w świat. Z trasy, którą ujawniono, wynika jak wąskie jest pole manewru i jak wiele jest na nim ukrytych min.

REKLAMA
Chronologicznie.
Wielka Brytania
Tu zawsze może przyjechać każdy kandydat na prezydenta USA. Nawet ten, który ma mniejsze szanse na wygraną z urzędującym. Mitt Romney spotka premiera Camerona, wicepremiera Clegga, sekretarza skarbu i szefa opozycji Eda Milibanda. Wspólnej konferencji prasowej z premierem nie będzie, bo nie przewiduje tego brytyjski protokół. Republikanin nie zasiądzie w loży honorowej na otwarciu igrzysk, choć będzie jej blisko. Nie spotka też królowej, bo ta wydaje przyjęcie wyłącznie dla szefów oficjalnych delegacji. Jak by złego było mało, na czele amerykańskiej delegacji stoi… Obama, ale Michelle. Organizatorzy będę ciężko pracować, aby oboje się nie spotkali.
Izrael
Romney zna Netanjahu jeszcze z czasów wspólnej pracy w consultingu w latach 70-tych. Amerykańscy Żydzi tradycyjnie głosują na demokratów, choć Obama nie jest prezydentem ich marzeń. Romney jednak musi walczyć o ich głosy i pieniądze. Wbrew pozorom ostatni zamach w Bułgarii ułatwi mu zadanie, bo z Jerozolimy będzie grzmiał na Iran.
Polska (…!!!???)
Tu wiemy niewiele. Podobno na liście rozmówców pewny jest minister Sikorski, który przez długie lata pracował w Waszyngtonie w republikańskiej fundacji. Romney ma odwiedzić też Lecha Wałęsę i tu otrze się o polskie piekiełko. Tego mu nie wybaczy ani Kaczyński, ani Polonia w Chicago (z Bolkiem?!).
Jeśli polskie władze dadzą się uwieść wspomnieniom o tarczy i ciepłych stosunkach z czasów Busha to będzie błąd. Co oczywiście nie oznacza, że powinniśmy przyjąć Romneya z dystansem. Republikanie są wielką siłą w Stanach Zjednoczonych i niezależnie od wyników wyborów prezydenckich bez nich nie ma co liczyć na załatwienie czegokolwiek w Kongresie. Podpowiadam prezydentowi i premierowi. Protokół, protokół i jeszcze raz protokół. Jest tam dość kruczków, aby porozmawiać, dać się poznać i przy okazji nie strzelić sobie w kolano.