Do Londynu zjechali specjaliści od sportowego szpiegostwa. Będą podglądać sprzęt, treningi i w ogóle zachowania konkurencji. To stara jak świat zasada, ale od niedawna przybrała zinstytucjonalizowane formy. Na przykład Francuzi powołali przy ministrze sportu specjalną agencję "Préparation Olympique et Paralympique". Brzmi niewinnie, ale to komórka, która… po prostu szpieguje konkurencję. I to podobno z niezłym skutkiem.
REKLAMA
Z przodu są Chińczycy, którzy już przed igrzyskami w Pekinie stworzyli system niemal policyjnego podglądania przeciwników, a wyniki takich obserwacji były bezpośrednio przekazywane do centrów przygotowawczych. Amerykanie nie są gorsi. Przedstawiciel kolarskiej drużyny BMX przejechał trasę olimpijską ze specjalnym urządzeniem, dzięki któremu na symulatorze w ośrodku treningowym można było stworzyć niemal idealnie odwzorowaną, trójwymiarową trasę, którą już niedługo zawodnicy będą się ścigać po medale. W tym samym czasie amerykańscy żeglarze, już na miejscu w Anglii, tuż obok miejsca rozgrywania zawodów, zbudowali bazę, gdzie w pełnej izolacji od reszty świata szykują się do walki, badając aktualne warunki meteorologiczne. Kanadyjczycy też nie pozostają w tyle. Ich inicjatywa "Top Secret" dysponuje budżetem ponad 2 milionów dolarów rocznie, który jest realizowany w cyklu olimpijskim przy udziale 18 instytutów naukowych.
Rzecz jasna nikt nie mówi o dopingu, ale wiele badań dotyczy medycyny. Dodatkowo wielkie ekipy prowadzą bardzo rozwinięty biały wywiad, w szczególności w internecie. Śledzone są wypowiedzi trenerów, asystentów, konflikty w drużynach między zawodnikami. Wszystko.
Jak w każdej porządnej działalności szpiegowskiej najważniejsze są źródła osobowe. Po przystaniach wodnych i parkach technicznych będą więc pętały się dziesiątki anonimowych przedstawicieli drużyn, pytając o to i owo oraz robiąc pamiątkowe zdjęciach co ciekawszych fragmentów wyposażenia konkurencji.
Żebyśmy nie czuli się na oucie, są też dobre wiadomości dotyczące Polski. Oficjalny raport Komisji Europejskiej wymienia nasz kraj jako absolutnego lidera, jeśli chodzi o podsłuchy telefoniczne! W 2011 roku padło 1856888 pytań o to, kto dzwonił, do kogo, kiedy i jak długo. Imponuje skala wzrostu – to o pół miliona więcej niż w roku poprzednim! Urzędnicy unijni podziwiają też fakt, że 9 polskich instytucji może dotrzeć do tych informacji zaledwie na podstawie pisemnego żądania. Autorzy raportu rzetelnie przypominają, że nasz kraj chętnie udostępnia wybrane dane władzom mniej demokratycznych krajów, dla ścigania politycznych oponentów. Jako przykład wymieniana jest Białoruś…
