Na temat tej podróży wiemy coraz więcej, ale wciąż nie wszystko. Na przykład w Izraelu MR będzie przywitany po prezydencku, ale to zasługa Obamy, który dużo "zrobił" w tym kierunku. Z kolei w Londynie czeka na niego poważna mina…
REKLAMA
Bank Barclay’s organizuje kolację dla sponsorów jego kampanii. Za jedyne 75000 dolarów od głowy można wpaść i uścisnąć rękę kandydata. Tylko, że londyńskie City, a w szczególności ten bank, skompromitowali się ostatnio wieloma przekrętami finansowymi, np. manipulując stopami procentowymi. W ogóle Europa jęczy od kryzysu, a bankowców stać na tak potężne zasilanie amerykańskiej kampanii.
Komentatorzy odnotowują fakt, że polski premier przyjmie MR poza stolicą, w Gdańsku. To dobry wybieg protokolarny. Mam nadzieję, że ani w Gdańsku, ani w Warszawie gość nie znajdzie klimatu dla antyrosyjskich deklaracji.
I jeszcze dwie pułapki.
Wzorem Wielkiej Brytanii MR powinien spotkać liderów polskiej opozycji. Ba! Gdyby nie spotkał, to będzie afront. Ciekaw jestem, w jakiej konfiguracji Amerykanie wybrną z tego kłopotu. Przypomnę, że przywódcy opozycji parlamentarnej, według wielkości klubów, to: Jarosław Kaczyński, Janusz Palikot i Leszek Miller. Razem czy osobno???
I drugi problem. Organizatorzy kampanii wiedzą, że ich kandydat nie zgromadzi takich tłumów jak Obama cztery lata temu, a musi pojawić się wśród ludzi. Liczą więc, że uda się w Polsce zgromadzić 1000-2000 osób, tak by wyglądało, że poza gabinetami byli też ludzie. Nie będzie to 250 tysięcy, które przyszły dla Obamy w Berlinie, ale małe też cieszy.
