W najbliższych latach Rosja zwiększy swój potencjał wojenny o 400 międzykontynentalnych rakiet, które umieszczone będą na ziemi oraz na 8 nowych łodziach podwodnych. Dodatkowo kraj ten zakupi 20 wielozadaniowych mniejszych jednostek podwodnych i 100 nawodnych. Flotę powietrzną zasili 600 nowych samolotów i 1000 helikopterów. Wszystko to obsługiwać będzie coraz bardziej zawodowa armia, wyposażona w nowoczesne systemy łączności, bezzałogowe samoloty rozpoznawcze i dużo innych, fajnych rzeczy. Jak na filmach.

REKLAMA
To nie jest manifest odbudowy imperium rosyjskiego. To nie jest zapowiedź kolejnego sekretarza KC KPZR. To nie jest także scenariusz nowej wojny na świecie. Te zamiary ogłosił w Rossijskoj Gazietie przyszły prezydent Władimir Władimirowicz Putin. Nieźle, ale nawet jak na dumną Rosję, troszkę za dużo.
Dmitrij Trenin, były rosyjski oficer, słusznie zauważa, że Putin szykuje się do wojny, która miała kiedyś mieć miejsce, ale nigdy nie wybuchła. Zamierza ulokować prawie 750 mld dolarów w dziale gospodarki, który kiedyś, za czasów ZSRR, był źródłem technologii i modernizacji, a dzisiaj trwoni państwowe pieniądze. Trenin zauważa też, że Putin nie rozumie, czym różni się bezpieczeństwo narodowe od modernizacji wojska. Stwierdza, że w XXI wieku bezpieczeństwo narodowe oparte jest na edukacji, demografii, ochronie zdrowia, bezpieczeństwie socjalnym i dobrym zarządzaniu.
Wszystko wskazuje na to, że za kilka dni będziemy mieć prezydenta Federacji Rosyjskiej, który chcąc się przypodobać „wiadomo jakim kręgom” szykuje się do konfliktu, który – jak mawiał Clausewitz –nie może już wybuchnąć. Od Zachodu taka groźba od 20 lat nie istnieje. Problemów Rosji na Południu nie rozwiążą ani rakiety międzykontynentalne, ani łodzie podwodne. Co do Wschodu… życzę Rosjanom, żeby nigdy nie musieli używać zgromadzonego potencjału, bo mogłoby się to źle dla nich skończyć.