Sukces Majewskiego i Zielińskiego przyszedł w samą porę. W marcu 2010 roku złoto kosztowało 1140 dolarów za uncję, a dzisiaj ok. 1620. Podrożało więc o 500 dolarów, czyli ponad 40%. Interes tych, którzy przez te lata zaufali ofercie Amber Gold mógł się udać. Oferowano 10% zysku rocznie – dużo, ale mniej niż wzrost ceny kruszcu.

REKLAMA
Przez 3 lata 50 tysięcy osób zaufało legalnie i jawnie działającej firmie, złożyło kilkadziesiąt milionów oszczędności, a dziś mogą pocałować klamki pana Plichty i jego firmy. Widać wyraźnie, że właściciel obarcza winą za "przejściowe kłopoty" państwo polskie, a w szczególności organy ścigania i nadzoru, które w ramach operacji "Ikar" postanowiły uziemić linie lotnicze i złotodajną żyłę.
W całej tej sprawie chodzi o dwie rzeczy. Pieniądze obywateli i zaufanie tychże do własnego państwa. Przez trzy lata pies z kulawą nogą nie zainteresował się legalną i publiczną operacją pana Plichty, który znany był dobrze instytucjom wymiaru sprawiedliwości. Tymczasem kupno byle jakiej tabletki na łysinę albo mądrość poprzedzone jest komunikatem: "Przed użyciem…". W przypadku dziesiątków milionów złotych Rzeczpospolita nie uznała za stosowne, by ogłosić podobny komunikat, gdy pan Plichta rozpoczynał działalność.
Finał całej historii będzie w dwójnasób bolesny. Kasa pewnie przepadnie, ale zdarzyło się też coś gorszego. Zasiane ziarnko intrygi ABW będzie kiełkować. Przecież nie chodzi o to jak było naprawdę, tylko w co uwierzą ludzie. Te 50 tysięcy oszukanych i kolejne kilkaset, które nie dały się nabić w butelkę.
Już widzę zatroskane miny polityków PiS-u i im podobnych. Był "Ikar", nie było "Ikara", miliony złotych niewinnych ludzi poszły się czesać.
PS Dziś o 18:30 będę gościem programu "Horyzont" w TVN24, a jutro wieczorem o 20 zapraszam do Polsat News.