Zatrzęsło się wczoraj od komentarzy po wypowiedzi prezydenta Komorowskiego na temat polskiej tarczy antyrakietowej. Oczy przetarłem ze zdumienia, gdy dowiedziałem się, że tam, gdzie słabo idzie Ameryce, gdzie z Rosją nie możemy się dogadać, a NATO coś zrobi za 6 lat, my, dumni Polacy, zrobimy swoje. I to sami!
REKLAMA
Drobne wątpliwości, w oparciu o jaką technologię i za jakie pieniądze to się stanie, nie mają wielkiego znaczenia, gdy chodzi o projekt cywilizacyjny, który ma włączyć Polskę do pierwszej ligi technologicznej na świecie. Tym bardziej, że tarczy nie ma nikt poza Izraelem, a i ta jest dość dziurawa.
Moja duma i radość trwały jednak krótko, bo okazało się, że pan prezydent ma na myśli budowę w Polsce jakiejkolwiek ochrony przeciwlotniczej. Rzeczywiście, to co mamy nie nadaje się do strącenia przyzwoitego samolotu, nie mówiąc o rakietach. Przez kilka chwil ja i pewnie kawałek Polski żyliśmy nadzieją, a kończy się jak zwykle. Po co Bronisław Komorowski w dwulecie swojej prezydentury rozpala emocje? Od wielu lat polskie instytuty pracują nad instalacjami przeciwlotniczymi, ale to nie jest żadna tarcza, tylko w miarę nowoczesny system broni strzeleckiej i rakietowej kierowany radarem. Patrioty, które są skuteczną bronią antyrakietową, pojawiają się w Polsce, ale w wersji nieuzbrojonej…
Całej sprawie towarzyszy na razie niewielkie, ale wzmagające zainteresowanie międzynarodowe. Jak to? Polska sama? Bez NATO? Pojawiają się więc dementi, za chwilę wypowiedzą się Rosjanie, dorzucą coś sojusznicy i zamieszanie gotowe. Przynajmniej uda się przykryć medialnie występy w Londynie.
