Wizyta Kiryła I i planowane polsko – rosyjskie orędzie zachęca do szukania analogii z listem biskupów polskich do niemieckich z 1965 roku (nazwa orędzie pojawiło się później).
REKLAMA
Najpierw różnice. Trwała zimna wojna i Europa dwadzieścia lat po zakończeniu drugiej wojny światowej powoli leczyła rany. Społeczeństwo polskie odnosiło się do Niemców wrogo, umiejętnie podsycały ten stan władze PRL. Przede wszystkim chodziło o uznanie granic Polski na Odrze i Nysie Łużyckiej, a właściwie o brak ich uznania przez Republikę Federalną Niemiec. Nie było kontaktów między społeczeństwami obu państw ani dialogu politycznego - nic, pustka. Tymczasem polski Kościół przygotowywał się do zakrojonych na wielką skalę obchodów tysiąclecia chrztu. List był elementem tych przygotowań i o czym mało kto mówi, odpowiadał na pewne inicjatywy dotyczące również granic, np. zachodnioniemieckiej Rady Kościoła Ewangelickiego. Już w październiku 1965 roku zaapelowała ona do Niemców o uznanie granic na Odrze i Nysie Łużyckiej. Na koniec dodajmy, że list wystosowano podczas Soboru Watykańskiego II i kończył się słowami: „W tym jak najbardziej chrześcijańskim, ale i bardzo ludzkim duchu, wyciągamy do Was, siedzących tu, na ławach kończącego się Soboru, nasze ręce oraz udzielamy wybaczenia i prosimy o nie”.
Prawie pięćdziesiąt lat później między Polską i Rosją nie ma zimnej wojny, ale jest coś na kształt chłodnego pokoju. Nasze narody znają się słabo. Dominuje z jednej strony poczucie imperialności, a z drugiej doznanych krzywd. W tych warunkach dwie konkurencyjne ze sobą struktury wydadzą wspólne orędzie! Nawet nie znając jego treści, trzeba ten fakt wysoko ocenić!
