Olimpiada w Londynie? Kiedy to było? Brytyjczycy, właśnie teraz, z podobno właściwą sobie flegmą, zaczynają ogarniać to, co wydarzyło się nad Tamizą i oceniać wpływ imprezy na przyszłość kraju.
REKLAMA
Najpierw o wynikach sportowych. Sceptycy oczekiwali jakiś sukcesów w kameralnych dyscyplinach, tj. ważnych, ale przez nikogo nie oglądanych i szybko zapominanych. Tymczasem ich sportowcy wygrali tenis, indywidualne kolarstwo, kilka finałów lekkoatletycznych i oglądały to miliony.
Organizacja i pogoda. Wyspiarze uważają się za kraj zdominowany przez biurokrację, fatalną pogodę i odczuwają niedogodność powszechnie widocznych środków bezpieczeństwa. Tymczasem wszystko wypaliło - biurokracja zniknęła, wojska i policji było tyle, ile musiało, no i to słońce!
Trzecia obserwacja zaskoczyła mnie najbardziej. Londyńczycy po olimpiadzie są dumni sami z siebie, mimo iż z właściwym sobie dystansem twierdzą, że solidarność i współczucie wywoływane są zwykle przez tragedie. Tymczasem przez ponad dwa tygodnie goście i mieszkańcy solidarnie okazywali sobie życzliwość, nie narzekając na utrudnienia w życiu. Jak pisze jedna z gazet, poczucie wspólnoty było prawie tak wielkie, jak po śmierci księżnej Diany!
Brytyjczycy potrafią liczyć. Dziś zadają sobie pytanie czy wydane dziewięć miliardów funtów jakoś do nich wróci. Okazuje się, że czynnik psychologiczny jakim jest wiara w sukces, najmocniej odczuwany wśród młodzieży, przelicza się już na pieniądze. Pozwala to stwierdzić, że jak pisze „The Economist”: „Życie kraju jest jak życie człowieka, składa się z przemijających chwil, te wspaniałe trzeba pielęgnować nawet jak niewiele zmienią”.
