Początek sezonu politycznego w Brukseli powoduje, że w korytarzach dyskutowane są wakacyjne wypowiedzi i sygnały ze stolic europejskich. Wśród nich przytacza się niemiecki pomysł, aby wobec kryzysu i proponowanej głębszej integracji, przystąpić do szybkiego opracowania nowego traktatu.

REKLAMA
Padają pytania, o co właściwie chodzi Niemcom? Jak zły sen wszyscy wspominają ratyfikację traktatu lizbońskiego. Powszechnie uważa się, że nastroje antyintegracyjne są tak mocne, że pierwsze z brzegu referendum wysadzi cały pomysł w powietrze. Są też tacy, którzy uważają, że pomysł ma głównie wymiar finansowy. Coraz więcej państw wyciąga łapę po niemieckie pieniądze, a ich cierpliwość i zasoby powoli się kończą. Wobec odrzucenia pomysłu będą mieć wygodny pretekst, aby zakręcić kurek z gwarancjami, obligacjami i czymś tam jeszcze.
To nie są dobre wiadomości, gdyż polityczny pomysł na wspólną Europę pewnie się zakończy, choć jak powiedział mądry unijny dyplomata – jak zostanie jednolity rynek i Schengen, to i tak dużo.