Pierwszy raz w muzeum Holocaustu w Waszyngtonie byłem w 1997 roku. Zaprosił mnie Miles Lehrman, ówczesny przewodniczący rady muzeum. To wyjątkowa instytucja i wyjątkowa ekspozycja. W jednym miejscu, przez stosunkowo krótki czas, można dowiedzieć się niemal wszystkiego o zbrodni Holocaustu – od genezy antysemityzmu do ostatnich procesów wyłapanych zbrodniarzy.
REKLAMA
Muzeum jest agendą rządu amerykańskiego. Świadczy to o tym, jak wielką wagę wszystkie amerykańskie administracje przywiązują do pamięci o zbrodni i nauczaniu o niej. Oficjalna nazwa to "United States Holocaust Memorial Museum". Znajduje się ono na trasie wszystkich wycieczek do Waszyngtonu i w ten sposób ogląda je kilka milionów osób rocznie.
Choć zorganizowane jest perfekcyjnie, z wielką starannością o dokumentację, dysponuje przede wszystkim zapisami i kopiami eksponatów. Jednym z nielicznych autentyków jest sławny od kilku dni "barak z Birkenau".
Dziesiątki takich baraków niszczeją cały czas na terenie Birkenau, a ten jeden fragment w Waszyngtonie działa na rzecz edukacji o Holocauście i w moim przekonaniu pokazuje, że Polacy też o tę pamięć dbają (zresztą całe muzeum jest pod tym względem bardzo poprawne).
A tu mamy wojnę. Po jednej stronie dzielny dyrektor Cywiński, któremu chyba rozum odjęło i zamiast myśleć jak tę pryczę i kilka desek zostawić w Waszyngtonie, postanowił ją odzyskać. Wspierają go inni, mówiąc, że nie damy się szantażować, a prawo w Polsce znaczy prawo! Po tamtej stronie odzywają się z kolei duchy niedalekiej przeszłości, gdy wypadało potępiać nas za istnienie tzw. polskich obozów koncentracyjnych. Wstyd…
Wspominam czasy, gdy Miles Lehrman wraz z Leszkiem Millerem zainicjowali budowę wyjątkowego pomnika w Bełżcu, gdzie zamordowano setki tysięcy Żydów, w tym rodzinę Milesa. Patrzą teraz pewnie na to wszystko z zawstydzeniem. Lehramn gdzieś z przestworzy, a Miller z Warszawy i nadziwić się nie mogą, jak proste sprawy mogą wywoływać takie wojny.
Apeluję do ministra spraw zagranicznych Radka Sikorskiego, aby zajął się tą sprawą osobiście. Jest odpowiednie instrumentarium, aby konflikt zamknąć i szybko o nim zapomnieć.
Oczywiście barak powinien zostać w Waszyngtonie.
PS Tak przy okazji. Amerykanie (wraz z kilkunastoma innymi krajami) hojnie podarowali kilkadziesiąt milionów dolarów na tzw. fundusz wieczysty, który ma generować niezbędne środki do ochrony muzeum Auschwitz-Birkenau. Ale o tym innym razem.
