Od 2 tygodni obserwujemy ulice w państwach arabskich, gdzie tysiące ludzi szturmują amerykańskie ambasady i palą flagi tego kraju. W Libii zamordowano ambasadora. Nie protestują użytkownicy sieci, którzy po wieczornej sesji dotarli do marginalnego nagrania. Na ulice wyszli zachęceni przez mułłów wyznawcy proroka, którym wytłumaczono, że obrażono ich i ich świętość. Jak widać, niewiele trzeba było, aby z iskry rozgorzał płomień. Od spokojnej Tunezji, po gniazda os w Pakistanie przekaz jest prosty – Śmierć Ameryce!

REKLAMA
Ten tłum i jego wściekłość budzi złość takich ludzi jak ja. Niezależnie co wyprodukował i wypuścił do sieci podejrzany typ w Stanach MÓJ świat nie zasługuje na taką ocenę z ICH strony.
Był też inny obraz tłumu. Ten bardziej skłaniał do myślenia. W Bejrucie na wezwanie Hezbollahu zebrało się kilkaset tysięcy ludzi. Nie atakowali ambasad, spokojnie wysłuchali przemówienia z podobnym przekazem – Nie damy się obrażać, śmierć Izraelowi i Ameryce! To dopiero jest groźne, gdyż ci ludzie są zmotywowani. Trzeba ich tylko uzbroić i będzie wojna, a nie jakaś tam ruchawka pod jedną czy drugą ambasadą.
Wszystko to dzieje się cztery lata po tym, jak za sprawą Baracka Obamy Stany Zjednoczone miały pokazać swoje lepsze, kooperatywne oblicze. W tym czasie wycofały wojska z Iraku, poparły arabską wiosnę i wykonały dziesiątki innych gestów pod adresem świata arabskiego.
I co?