Bronisław Komorowski odbył dobrą wizytę na Ukrainie. W polityce jak w sporcie – liczy się pomysł, realizacja i czas wykonania. W tym przypadku wszystko było odpowiednie.
REKLAMA
Oficjalnym powodem wizyty było otwarcie cmentarza w Bykowni, ale prawdziwym szczera rozmowa z Janukowyczem. Musiało tam paść zdanie z ust prezydenta Polski – "Kto wie, może te wybory to wasza ostatnia szansa. Jeśli będą wolne i uczciwe, spróbujemy wrócić do leżącej na stole umowy o stowarzyszeniu". Takie stwierdzenie jest ważne, bo wychodzi poza obecne stanowisko Unii Europejskiej.
Wszystkie detale też rozegrano poprawnie. Do Julii Tymoszenko nie pojechał żaden minister, ale Tadeusz Mazowiecki. W Kijowie odsłonięto pomnik Słowackiego, a Polonia zaczęła zastanawiać się nad skorzystaniem z nowej ustawy o języku. Nikt w Polsce nie zarzuci więc prezydentowi, że pojechał do ciemiężcy Julii Tymoszenko.
Bronisław Komorowski podał piłkę Janukowyczowi. Teraz jego ruch. Musi zadbać, aby nie było wyborczych fałszerstw. Musi też zadbać o to, by obserwatorzy mieli podstawy powiedzieć: "Przy stwierdzonych niedociągnięciach… (lista) … oświadczamy, że wybory spełniły podstawowe kryteria uczciwości i wolności".
Gdy padnie ten komunikat przyjdzie czas na trzecie podanie. Janukowycz powinien odegrać piłkę do Brukseli, ale przez Berlin. Od stanowiska Niemiec, jak postępować w opisanej sytuacji, zależeć będzie ciąg dalszy. W tym momencie do dyskusji będzie musiał włączyć się premier Tusk. Jego uczciwa rozmowa z panią kanclerz może pomóc jej zrozumieć polskie stanowisko wobec wielkiego wschodniego sąsiada. A na miejscu premiera rozpocząłbym rozmowę od cytatu z dzisiejszego komentarza Adama Michnika w "Gazecie Wyborczej", który parafrazując stare przysłowie ("Dłużej klasztora niż przeora"), zatytułował swój tekst "Dłużej Ukrainy niż Janukowycza".
PS Dziś ślub prezydentówny, który już stał się świętem. I ja tam będę, ale nie uprzedzajmy faktów…
PPS "7 Dzień Tygodnia" – w niedzielę rano (tuż po 9) zapraszam do słuchania programu Moniki Olejnik w Radiu ZET!
