Trudno znaleźć lepszy przykład pogubienia politycznego Unii Europejskiej niż jej stosunek do Turcji. I wcale nie chodzi o rozstrzygnięcie dylematu członkostwa tego kraju. Tu zakiwaliśmy się boleśnie i choć obietnicy z 1987 roku nikt nie wycofał, to dziś nikt nie wierzy w rychłe przyjęcie Turcji do UE.
REKLAMA
Turcy są powściągliwi w komentarzach. Skwapliwie odnotowali jednak, że według danych Międzynarodowego Funduszu Walutowego w rankingu dochodu na głowę mieszkańca zajęli 64. miejsce na świecie i wyprzedzili Bułgarię (67 pozycja) i Rumunię (72). Jako kraj kandydacki nie mają też określonej perspektywy zniesienia wiz z UE.
Wszyscy wiedzą, że procedura zatrzymała się z powodów politycznych. Chadecja europejska nie chce Turcji w UE. Tymczasem w samej Ankarze słychać głosy, że polityczne zespolenie z Unią ograniczałoby swobodę działania tego kraju na arenie międzynarodowej. Nowy ambasador Turcji w UE, Selim Yenel, powiedział ostatnio, że priorytetem Ankary na 2012 rok będzie polityka zagraniczna. "Mamy środki, aby być aktywni, a teraz pojawiają się możliwości" – powiedział. To dość enigmatyczne sformułowanie oznacza ofensywę Turcji w świecie islamu. Od Tunezji po Iran. To właśnie dlatego kraj ten praktycznie zerwał stosunki z Izraelem.
Turcja jest regionalną potęgą militarną i gospodarczą. Ma swoje problemy, wśród których najważniejszy to Kurdowie i ich aspiracje do posiadania własnego państwa. Nie zmienia to jednak faktu, że będąc państwem muzułmańskim ma funkcjonującą demokrację, a państwo jest oddzielone od związków wyznaniowych. Gdyby Turcja była bliżej Unii, moglibyśmy ich doświadczenie promować w krajach Afryki Północnej, dając alternatywę wobec islamskich radykałów. Ale nie jest. Będziemy więc niebawem świadkami sytuacji, gdy w czasie prezydencji cypryjskiej, przypadającej na drugą połowę roku, kraj kandydacki, Turcja, będzie bojkotował spotkania na wyspie i wszystkie inne, którym przewodzić będzie cypryjska prezydencja.
Co na to Unia? Ano zniesie ten afront, bo żadnej innej polityki wobec Turcji nie ma. Reaguje bezradnie na to, co robi wielki sąsiedni kraj, nie mając żadnej alternatywy poza perspektywą członkostwa, w które mało kto wierzy.
