Krajobraz po sondażach, które dają przewagę PiS-owi, przypomina zdziwienie mędrca, który w końcu odkrył, że działa prawo grawitacji. W przypadku naszej sceny stało się w końcu tak, że brak polityki rządu wypełniła inna polityka – Jarosława Kaczyńskiego. Wystarczyło schować Macierewicza, przestać warczeć i pokazać się w towarzystwie profesorów, a opinia publiczna okazała się dla prezesa łaskawa.

REKLAMA
Komentatorzy wyrażają dużo troski o Platformę – czy zdąży się przebudzić? Ludzie jednak coraz mniej boją się Kaczyńskiego. Można by powiedzieć, że wraca scenariusz sprzed 7 lat, gdy PO i PiS w kolejnych wyborach z różnym skutkiem brały się za rogi.
No właśnie. Czy scenariusze muszą się powtarzać? Jedyne, co różni ten Sejm od wybranego w 2007 roku to obecność partii Palikota i dużo mniejszy SLD niż wtedy. W przededniu śmiertelnego zwarcia PO i PiS nie ma lewicowej alternatywy. Przy całym szacunku dla mojej partii, nie jesteśmy w stanie tej alternatywy stworzyć. Podobnie jak w pojedynkę Janusz Palikot. Jest czas, aby zacząć rozmawiać. Nie o jednoczeniu, nie licytując się, kto jest prawdziwą lewicą, tylko o wspólnym reagowaniu na zagrożenie, jakim dla obu ugrupowań jest rozbudzony Kaczyński na tle drzemiącego Tuska.
Czasu jednak jest tylko pozornie dużo. Po prawej stronie polityka ruszyła z miejsca w głowach wyborców. Teraz ten sam proces powinien pojawić się po lewej stronie.