Uff! Mamy wreszcie starą ustawę aborcyjną, a było gorąco! Rządząca partia dokonała zamachu, premier tupnął nogą, zmobilizował większość sejmową i… pozostało po staremu. Ustawa jest archaiczna, ideologiczna, cyniczna i nieskuteczna, ale lepsza od tego, co proponował Ziobro.

REKLAMA
Podobna sytuacja była z ministrą sportu. Przez cały dzień prawie jej nie było. Jej smutne oblicze i nadgorliwość opozycji przywiodły jednak premiera do słusznego wniosku – nie będę karał za jakiś mecz mojego bojara. Niech on zetnie jakąś głowę.
Wreszcie temat trzeci, choć tutaj zbliżamy się do horroru. Ministerstwo Spraw Zagranicznych w niejawnym dokumencie sformułowało listę beneficjentów polskiej "pomocy" dla Białorusi. Najweselsze są tytuły zadań: "osłabienie polityki reżimu", "zmniejszenie aktywności funkcjonariuszy reżimu", "tworzenie centrów nacisku na władzę". Rzecz jasna wszystko z kwotami, które Rzeczpospolita przekazała na te szczytne cele. Jakiś idiota to napisał, inny przekazał Amerykanom, aby wykazać się sojuszniczą skutecznością, a minister uważa, że nic wielkiego się nie wydarzyło. Po interwencji strony polskiej kompromitująca lista dalej wisi na amerykańskim portalu, tylko "dane zostały przesunięte w mniej eksponowane miejsce". Ktoś pewnie znowu pójdzie na Białorusi do więzienia, dzięki rzetelności polskiej strony. Podobnie jak Aleś Bialacki, który został skazany za nielegalne przechowywanie kasy dla białoruskiej opozycji. Wtedy jednak, podobnie jak jego, działacze Platformy zgłoszą ofiarę do przyznawanej co roku przez Parlament Europejski "Nagrody Sacharowa na rzecz wolności myśli".
Tak na otarcie łez.