Jestem prenumeratorem serwisu STRATFOR. To prywatna, płatna agencja, która informuje o rzeczach ważnych. Wczoraj Polska trafiła do mnie za jej pośrednictwem dwa razy. O 9:11 dostałem informację, że polscy eksperci znaleźli ślady trotylu i nitrogliceryny we wraku, a o 15:06, że wojskowy prokurator zaprzeczył tym informacjom. To pierwszy przypadek, aby z poważnego kraju, jakim wydaje się Polska z oddali, przychodziły tak sprzeczne wiadomości w tak fundamentalnej sprawie. Jak to możliwe? Widzę dwie wersje.
REKLAMA
"Rzeczpospolita" dała się wpuścić w maliny, a wszystko po to, aby zdetonować prawdziwe myśli prezesa. Dotychczas lawirował między ustami a brzegiem pucharu – o zamachu i zbrodni mówili żołnierze, sam wódz był bardziej powściągliwy. Wczoraj poszedł jednak na całość i się skompromitował. Kto z całego zamieszania wyszedł zwycięsko? Oczywiście premier, bo na koniec dnia to jego było na wierzchu. Jeśli ta wersja jest prawdziwa, to należy mu się szacunek za spryt.
I druga możliwość. Któryś z przeciekowych prokuratorów uznał, że brak ostatecznego wykluczenia materiałów wybuchowych jest sensacją i poszedł z tym do "Rzeczpospolitej". Gazeta się skompromitowała, prokuratura kolejny raz też, a przy okazji Rzeczpospolita, jako państwo.
