Jak wiadomo, władze Izraela odrzuciły rezolucję ONZ dotyczącą Palestyny. Miałem okazję rozmawiać wczoraj z prezydentem Szymonem Peresem, który zwyczajem doświadczonego człowieka potrafi znaleźć w zaistniałej sytuacji "plusy dodatnie". Powiedział, że po ostatniej "wojnie siedmiodniowej" i decyzji ONZ nie pozostaje nic innego jak negocjacje.

REKLAMA
Podobnie wypowiadają się też izraelscy dyplomaci. Jednak oni mówią wprost, że poprzeczka została postawiona bardzo wysoko. Palestyńczycy dostali to, co mogło być ewentualnym przedmiotem rozmów. Będą więc chcieli znacznie więcej.
Dla Izraela szczególnie ważny jest stosunek Autonomii do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości. W ramach nowego statusu Palestyńczycy będą mogli zaskarżać Izrael w spornych sprawach, a tych nie będzie brakowało. Podobno prezydent Abbas, lobbując przed głosowaniem, zarzekał się, że Palestyna z tego instrumentu nie będzie korzystać. Deklaracja była jednak ustna i nie do końca wiadomo przed kim złożona.
Formalnie wszyscy członkowie ONZ, również obserwatorzy, mogą szukać sprawiedliwości, gdy stwierdzają naruszenia umów międzynarodowych, zwyczaju międzynarodowego i ogólnych zasad prawa. Trybunał nie sądzi osób.
Reakcję Izraela na zaistniałą sytuację oceniam jako spokojną. Zapowiedziano jednak rozwój osadnictwa, a minister finansów poinformował, że podatki i cła zbierane przez Izraela w imieniu władz palestyńskich, dotychczas transferowane do Autonomii, skierowane zostaną na spłatę długów za energię elektryczną.