Rzadko się zdarza, abym nie zgadzał się z mądrymi ludźmi, którzy piszą o prawach kobiet, rodziny. W tym przypadku mam na myśli panią Krystynę Koftę, która oburzyła się, że ONZ wkracza brutalnie w nasze wewnętrzne sprawy i domaga się likwidacji okienek życia.
REKLAMA
Zupełnie przypadkiem pani Kofta prezentuje słuszne stanowisko, mówiąc, że okienka ratują życie. Słuszne, w polskich, XIX-wiecznych realiach. Tak, okienka ratują życie, bo gdyby ich nie było, 40 dzieciaków mogłoby skończyć jak rodzeństwo z Hipolitowa.
Problem polega na tym, że komuś w ONZ nie przyszło do głowy, że jest kraj w środku Europy, w którym kobieta obawia się pozostawienia nowo narodzonego dziecka. Takie sytuacje się zdarzają wszędzie, ale w większości krajów świata są procedury, instytucje, które chronią życie niechcianego dziecka i czynią to w sposób cywilizowany. Odwrotnie niż w Polsce. U nas zdesperowanej kobiecie pozostaje dramat – podrzucić do okna albo…
Wszystkim, którzy w szlachetnym zrywie nawołują – Ręce precz od naszych okienek! – rekomenduję, aby tę energię skierowali na rzecz zmiany mentalności i wrażliwości. Kościół, który dobrotliwie sponsoruje okienka, promuje wszystkie ciąże. Nawet te, które kończą się w okienku lub Hipolitowie.
