Dramat wokół irańskiego programu atomowego rozgrywa się na trzech scenach. Pierwsza, to dwie stolice – Jerozolima i Waszyngton. Sygnały płynące z nich są jednoznaczne. Izrael jest gotów użyć siły, a Waszyngton nie będzie w stanie się sprzeciwić. Co zdarzy się dalej? Nie wiadomo, ale Izraelczycy uważają, że alternatywą dla zdecydowanych działań jest zagrożenie istnienia ich państwa.
REKLAMA
Druga scena to Teheran. I stamtąd też nie ma dobrych wiadomości. Prezydent Ahmadineżad w ostatnich wyborach parlamentarnych został ograny przez przywódców religijnych, którzy są jeszcze bardziej radykalni i na pewno programu nuklearnego nie zakończą.
Wreszcie trzecia scena – Unia Europejska. Stąd powiało wczoraj dużo cieplej. Cathy Ashton ogłosiła, że państwa Unii są gotowe przystąpić do negocjacji ostatniej szansy, ale pod warunkiem, że określony zostanie termin ich zakończenia. Czytaj – Iran nie będzie grał na czas.
Nie wierzę w te negocjacje, ale lepsze to niż trwanie w impasie. Aktualna propozycja Unii Europejskiej różni się od poprzednich tym, że od połowy roku zacznie działać embargo na irańską ropę naftową. Pod koniec roku będzie więc wszystko jasne. Dowiemy się, kto wygrał wybory w Stanach Zjednoczonych, jak skuteczny był zakaz importu ropy i kiedy pole manewru dla wspólnoty międzynarodowej będzie bardzo ograniczone.
Ale to dopiero za kilka miesięcy.
