Wiemy już, jaka będzie polityka europejska wobec Ukrainy. Rada Unii Europejskiej (ds. zagranicznych) przyjęła wytyczne, które wyrażają krytyczny stosunek do wyborów, ale nie zamykają furtki do prac nad finalizacją umowy stowarzyszeniowej. Można powiedzieć, że o to chodziło. Ale nie do końca.

REKLAMA
Ministrowie spraw zagranicznych wymieniają liczne warunki, jakie powinny zostać osiągnięte, zwłaszcza w obszarze ukraińskiego prawa, tak aby można było podpisać traktaty i przystąpić do ratyfikacji. Wśród wymienionych warunków jest rzecz jasna uwolnienie Julii Tymoszenko.
To, co jednak według mnie jest najważniejsze, to data. Traktat mógłby być sfinalizowany do szczytu Partnerstwa Wschodniego, który jesienią odbędzie się w Wilnie. To odległy czas, ale brak jakiegokolwiek byłby faktycznym zamrożeniem działań legislacyjnych.
Tu kończą się pozytywy. Unia Europejska stawia nowe warunki, które są słuszne, ale przedstawione są jednak zupełnie nie po partnersku, wręcz arogancko.
Swoje stanowisko zajął też dzisiaj w tej sprawie Parlament Europejski. Niestety, dwustronicowa rezolucja koncentruje się głównie na wyborach. Nie ma nawet kurtuazji pod adresem Rady Najwyższej w Kijowie, która właśnie rozpoczęła prace.
Szkoda.