Cała dyskusja polityczna w Europie zaczyna koncentrować się mniej wokół tradycyjnych podziałów politycznych a bardziej wokół stosunku do integracji. Gdyby na sali plenarnej w Parlamencie Europejskim zostawić z boku poglądy, ugrupowania i osoby skrajnie antyeuropejskie, można by wskazać w każdej grupie mniejsze lub większe frakcje tych, którzy domagają się więcej Europy.
REKLAMA
Nie chodzi o to, by zamazywać różnice w sprawie podziału pieniędzy, wolności, a nawet demokracji. Wiadomo, że gdy konstrukcja europejska się nie wzmocni, nie będzie czego dzielić, a demokracja padnie łupem watażków i populistów. Dziś więc stosunek do euro, nadzoru bankowego i wspólnego budżetu określa prawdziwe podziały.
Socjaliści europejscy w zdecydowanej większości są po stronie integracji. Mamy swoje wątpliwości, bo chcemy, aby powstała Unia "demokratów" a nie "biurokratów". Wiemy jednak, że jeżeli coś popęka, Unia się podzieli, to wrócimy do historii sprzed 30 lat.
Socjaliści są drugą co do wielkości grupą w Parlamencie Europejskim, ale tracą do chadecji prawie 100 mandatów. Jeśli ta tendencja się utrzyma, będziemy zmarginalizowani. W naszej grupie politycznej są postkomuniści, historyczni socjaldemokraci (np. SPD), nowa lewica wschodnioeuropejska, ale jest też miejsce dla włoskiej Partii Demokratycznej.
Szukamy więc sojuszników w przekonaniu, że trzeba konsolidować wszystkich wokół nowego wyzwania.
