Kamienne serce premiera Tuska zaczęło bić żwawiej w sprawie euro. Przez wiele miesięcy szef rządu milczał, coś tam wspomniał w debacie sejmowej, ale w ostatnich dniach często powraca do tematu.

REKLAMA
Jakie są moje poglądy w tej sprawie – dobrze wiadomo. Mam więc odwagę, by powtórzyć pewne tezy. Po pierwsze, bez euro gramy w drugiej lidze. Po drugie, bez euro pierwsza liga zorganizuje się bez nas, a być może kiedyś dla nas. Jest więc czas, aby zacząć mówić o detalach. Na przekór problemom, jakie mają posiadacze wspólnej waluty.
Niestety, premier odniósł się do problemu jak do odgrzania kotleta. Mówi, że nie trzeba referendum i że będzie pytał prawników czy potrzebna jest zmiana konstytucji dla wspólnej waluty. Okazuje się też, że działa pełnomocnik rządu ds. wprowadzenia euro, choć do niedawna w konspiracji. Rada koordynująca przygotowania publikuje sprawozdania, ale 26 września zrezygnowano z raportów okresowych.
Do premiera nie dociera najważniejsza nowa okoliczność – wspólna waluta ma znacznie więcej przeciwników wśród obywateli niż 4-5 lat temu. O nich powinien myśleć Donald Tusk, jeśli tym razem chce podjąć temat skutecznie. Gdy poprzednio obiecywał wspólną walutę, miał za sobą większość społeczeństwa i koniunkturę. Wystraszył się jednak ówczesnego PiS-u i prezydenta.
Chciałbym, aby Donald Tusk, planując strategię w tej sprawie, wziął pod uwagę wszystkie opisane okoliczności. Wśród nich najważniejsze jest zupełnie wyjątkowe poparcie dla projektu ze strony pozapisowskiej opozycji. Ruch Palikota wypowiada się entuzjastycznie, SLD pozytywnie, choć z zastrzeżeniami. To dużo jak na początek, ale za mało, by uruchomić proeuropejską energię na rzecz wspólnej waluty.
Do roboty Panie Premierze! Z odwagą i wyobraźnią!
PS "7 Dzień Tygodnia" – w niedzielę rano (tuż po 9) zapraszam do słuchania programu Moniki Olejnik w Radiu ZET!