Media są pełne rozważań na temat kieszeni Aleksandra Kwaśniewskiego. Nie chcę komentować wyrachowania i wredoty tych, którzy go krytykują. Dla mnie zastanawiające jest, że w negatywnym kontekście wymieniane jest nazwisko Jana Kulczyka.
REKLAMA
Od chyba ostatnich 10 lat Jan Kulczyk prowadzi interesy głównie za granicą. Można by powiedzieć – globalnie, na różnych kontynentach, w różnych branżach. Jeśli pojawi się w Polsce, to raczej z propozycją inwestycji, a nie wyciągając łapę po kontrakty rządowe. Jest jedynym Polakiem, który potrzebuje konsultacji w sprawach globalnych. Nie dla spełnienia swych ambicji, ale dla zdobycia wiedzy – co robić i jak nie wtopić?
Wychodzi na to, że Aleksander Kwaśniewski jest z kolei jedynym Polakiem, który ma mu coś interesującego do powiedzenia. I tu jest ból życzliwych. Jak to? Jednemu się udaje, a drugi jest dość kompetentny, aby obok innych mądrych mu doradzać?
Gdy Barack Obama chciał zdobyć serca oligarchów Doliny Krzemowej odwiedził Marka Zuckerberga. Spotkania amerykańskich prezydentów z wielkimi postaciami biznesu odbywają się rzadko, ale zawsze ważą. Dotyczy to Billa Gatesa, Georga Sorosa i wielu, wielu innych. Nie przypominam sobie, aby polski premier oficjalnie zapytał kogoś z pierwszej piątki najbogatszych – jak to jest, że wam się, mimo kryzysu, udaje, a mnie nie zawsze?
