Dużo się mówi o rywalizacji między kontynentami, zwłaszcza w kontekście nowych graczy. Gospodarka chińska wyprzedza japońską, Turcja goni Brazylię, RPA Turcję, itd., itd. Gdzieś w cieniu walki o pieniądze sytuują się zbrojenia.

REKLAMA
Mówi się, że w tym roku po raz pierwszy Azja wyprzedzi w tej dziedzinie Europę. Informacja jest symboliczna, działa na wyobraźnię (chiński budżet na obronność rośnie szybciej niż PKB i wynosi 106 mld dolarów), ma tylko jeden mankament. Jest nieprawdziwa. Azja wyprzedziła nas dużo wcześniej, a błąd bierze się ze sposobu kalkulacji chińskiego budżetu zbrojeniowego, który stanowi ok. 1/3 wydatków azjatyckich (270 miliardów dolarów, dla porównania USA wydają 693 miliardy). Państwo Środka, wzorem gospodarek centralnie sterowanych, wszystko to, co dotyczy badań, programów modernizacyjnych, programu kosmicznego, lokuje w innych działach budżetu niż obrona narodowa. W ten sposób do skromnych 106 miliardów można śmiało dopisać kolejne 54 miliardy.
Można powiedzieć – cóż nas to obchodzi, Chiny nas nie zaatakują. Pewnie nie, ale przy okazji zbrojeń tworzona jest olbrzymia dźwignia modernizacyjna, która przekształci się w instrument rozwoju technologii. I to najnowocześniejszych. Wtedy dopiero poczujemy, my Europejczycy, wszystkie skutki kryzysu gospodarczego, który jakoby uzasadnia rozbrojenie Europy.