Wybory do 120-osobowego Knesetu przyniosły dwie wiadomości. Pierwsza to zwycięstwo urzędującego premiera Beniamina Netanjahu i jego prawicowej koalicji Likud-Beiteinu. Zdobyli najwięcej głosów, ale w przeliczeniu na mandaty to jest jednak wynik o 11 mniejszy niż w poprzedniej kadencji. Druga wiadomość to odrodzenie izraelskiego centrum i lewicy. Poobijana licznymi zdradami Partia Pracy zdobyła 15 mandatów, a nowy twór polityczny Yesh Atid aż 19. Ci ostatni żądają, aby wszyscy obywatele Izraela byli równi wobec prawa, np. niezależnie od wyznawanej religii podlegali służbie wojskowej.

REKLAMA
Z kim Netanjahu stworzy rząd, nie wiadomo. Będzie jednak próbował zagrać o wielką koalicję zapraszając nowych partnerów do współrządzenia.
Komentatorzy zastanawiają się, jak można podsumować dotychczasowe rządy premiera. Swoją funkcję (z 10-letnią przerwą) pełni już 7 lat. Dłużej ten urząd sprawował tylko Dawid Ben Gurion. Wyzwania, które stoją przed jego państwem są zupełnie nowe i wyjątkowe. Musi odnaleźć się wobec wojny w Syrii, ekstremistów palestyńskich oraz młodych, religijnie zorientowanych demokracji arabskich – zwłaszcza egipskiej. Wiadomo też, że wyniki amerykańskich wyborów prezydenckich nie były najlepsze dla Netanjahu – Obama nie był jego faworytem. No i najważniejsze. Irańska broń atomowa w tej kadencji może stać się faktem. Wirówki wzbogacające uran pracują z pełną mocą.
Wygląda więc na to, że znając wyniki wyborów nie wiemy praktycznie nic. Analitycy instytutu Stratfor dziś rano próbowali rozstrzygnąć problem – jak określić miejsce Beniamina Netanjahu w historii Izraela? Jak nazwać epokę, która towarzyszy jego rządom? Po dłuższym wywodzie stwierdzili, że jego miejsce w historii Izraela powinno być już jasne i czytelne. A jest odwrotnie.