W potocznym języku "dziecko, osoba specjalnej troski" oznacza trwałą niepełnosprawność fizyczną lub umysłową. Właśnie tak polski minister spraw zagranicznych określił status Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej. Mógł powiedzieć o chorobie, wspomnieć o terapii, zgłosić chęć pomocy, ale nie. Wolał być jednoznaczny i zapewne cytowany na niezliczonych twittach. Popełnił w ten sposób wielki błąd.

REKLAMA
Europa zareagowała krytycznie na wystąpienie Camerona, ale wszyscy wiedzą, że w takiej czy innej formie będzie z nim prowadzić interesy. Po co więc obrażać partnera?
Radosław Sikorski jest światowcem. Ukończył brytyjski uniwersytet. Ba! Przez wiele lat posługiwał się paszportem tego kraju. Powinien więc wiedzieć, jaki język będzie na Wyspach zrozumiały. Jest nawet takie pojęcie – humor brytyjski. Tego właśnie w tej wypowiedzi zabrakło.
Do tej pory minister Sikorski słynął z odważnych bon motów, które ze zdumieniem były odbierane w europejskich stolicach. Minęło kilka lat zanim Rosjanie i Niemcy przełknęli nazwanie Gazociągu Północnego nowym paktem Ribbentrop – Mołotow. Później w świat poszły żarty po wyborze prezydenta Obamy i inne kwiatki.
Pikanterii niemądrej wypowiedzi dodaje fakt, że Sikorski zgłosił gotowość naszego kraju do zajęcia miejsca zwolnionego w Unii przez Wielką Brytanię. Trzymając się poetyki ministra – nie dość, że ogłosił kalectwo partnera, to jeszcze skwapliwie jest gotów zająć jego miejsce…