Michael Cashman jest brytyjskim laburzystą w Parlamencie Europejskim. Przewodniczy intergrupie na rzecz praw lesbijek, gejów, biseksualistów i osób transgenderycznych. Ta struktura liczy 139 członków z prawie wszystkich krajów i grup politycznych. Z Cashmanem rozmawiałem na temat głosowania w polskim Sejmie w sprawie związków partnerskich. Był zainteresowany tym, kto i jak głosował, ale negatywny wynik i zachowanie konserwy nie zrobiło na nim aż tak wielkiego wrażenia.
REKLAMA
Powiedział wprost – 20 lat temu sytuacja w Wielkiej Brytanii była identyczna. Liczni działacze związków i organizacji mniejszości seksualnych zwracali się do polityków w walce o swoje prawa. Długo nieskutecznie. Aż przyszedł taki moment, w którym politycy zrozumieli, że stanowimy zwarty, zdyscyplinowany elektorat, o który to oni muszą zabiegać. Role się odwróciły i to oni zaczęli przychodzić do nas. Pierwsza zrozumiała to lewica, dzisiaj rozumieją wszyscy.
Cashman był wtedy aktorem. Zasłynął z tego, że wziął udział w pierwszym gejowskim pocałunku w brytyjskiej telewizji. Działał w związkach walczących o prawa homoseksualistów. Od 1999 roku reprezentuje brytyjskich laburzystów w Parlamencie Europejskim. Tutaj zajmuje się prawami człowieka. Od 20 lat żyje w zarejestrowanym związku ze swym partnerem. Jest więc z punktu widzenia PiS-u, Gowina, Żalka i 1/4 Platformy w Sejmie nienormalny i nieproduktywny. Nie przeszkodziło mu to jednak, by w tym roku, do licznych tytułów honorowych i nagród, dołączyć tytuł Komandora Orderu Imperium Brytyjskiego.
Piszę o tym, aby znaleźć praktyczne wnioski z zaistniałej w polskim Sejmie sytuacji. Wnioski dla lewicy, działaczy gejowskich i parlamentarzystów. Popatrzcie na Wielką Brytanię i Michaela Cashmana. Jest się od kogo uczyć.
