Jak za dotknięciem magicznej różdżki odezwał się chór mędrców, wołających, że nadszedł czas debaty o eurowalucie. 3 lata ciszy wszędzie i na własne żądanie. Ba! Nie działał nawet ekspercki zespół w Ministerstwie Finansów, który mógł przynajmniej pisać scenariusze (zob. tekst z 22.12.2012 - "Do eurowaluty po nowemu"). A dzisiaj? Premier zachęca do debaty, zaplanowano Radę Gabinetową, ujawniają się zespoły u prezydenta, konsultujemy się u Słowaków. Co się wydarzyło, że nastąpiło wyjątkowo zgodne przebudzenie?
REKLAMA
Jestem przekonany, że odważne wyjście z cienia proeuropejskiej opozycji zapaliło żółte światło w głowach decydentów. Dostrzegli to, o czym mówiliśmy (jako Europa Plus) na spotkaniu z prof. Markiem Belką i wcześniej w Poznaniu. Przystąpienie do euro, jego cena i konsekwencje będą kluczowym tematem najbliższych kampanii wyborczych. Nawet szerzej – wspólna waluta, budżet europejski, dotacje z Unii i wszystko, co zadecyduje o najbliższych 7 latach Polski, będzie się kręcić wokół Europy.
Jak powiedział jeden mądry człowiek, decyzja o przyjęciu wspólnej waluty będzie mieć charakter polityczny, jednak podejmując ją, po spełnieniu pewnych kryteriów, trzeba dobrze przygotować gospodarkę. Zachęcam więc panów Rostowskiego, Piechocińskiego i przede wszystkim premiera, aby wzięli się za porządki w gospodarce i finansach. Ich głos w debacie, po 3 latach milczenia, będzie wiarygodny, jeśli zrobią coś pozytywnego, materialnego.
Przeciwnicy na razie milczą, ale bój będzie ciężki i podobny do tego z 2003 roku, kiedy decydowaliśmy o wstąpieniu do Unii. Dzisiejsza decyzja jest podobnej wagi.
