Nie wiem na co liczył premier Donald Tusk wybierając "uwolnienie zawodów" jako temat rozmowy, czyli pojednania z prezesem Kaczyńskim. Nie wiem dlaczego postanowił wysłać list. Wreszcie nie wiem czy był tak naiwny, że spodziewał się innej reakcji. Bo odpowiedź była natychmiastowa i oczywista – premier został, używając języka młodzieżowego, po prostu olany. I to przez rzecznika Adama Hofmana.
REKLAMA
Mamy więc sytuację, w której szef rządu ośmiesza się i dostarcza paliwa głównej partii opozycyjnej, która z "tym panem" żadnych interesów politycznych robić nie będzie. I to z tysiąca powodów. Być może premier chciał utrwalić to przekonanie w opinii publicznej? Wyszło jak wyszło i ten drobny gest przekonuje, że polska scena polityczna jest jedną z nielicznych, gdzie największa partia opozycyjna nie chce i nie będzie rozmawiać z rządem.
W tym samym czasie Jarosław Kaczyński proponuje postawienie w Sejmie wniosku o konstruktywne wotum nieufności. Widzi więc szansę, aby zgromadzić wokół siebie wszystkich, którzy zwalczają Donalda Tuska. Z taką "elegancją polityczną", jaką zaprezentował, będzie to jeszcze trudniejsze.
A w ogóle premier ma ostatnio słabą passę. Gdyby przypomniał sobie, jak śp. Lech Kaczyński potraktował na ulicy Warszawy przechodnia, może przestałby pisać listy, a zaczął myśleć…
