Doroczna konferencja AIPAC (American Israel Public Affairs Committee) składa się z dwóch rodzajów działalności. Po pierwsze, przez kilka godzin dziennie żyje sala plenarna, a na niej ponad 13 tysięcy delegatów, którzy zbierają się, aby wysłuchać gwiazdy dnia. Wczoraj był nią ustępujący minister obrony Izraela, Ehud Barak.

REKLAMA
Postać to barwna i niejednoznacznie oceniana. Był dobrym premierem Izraela, ostatnim, którego wypromowała centrolewicowa Partia Pracy. Rządził tylko jedną kadencję, bo postawił na rozmowy pokojowe z Arafatem. Ten jednak w ostatniej chwili, tuż przed wyborami, odrzucił plan pokojowy i Barak przegrał z Likudem, partią dzisiejszego premiera Beniamina Netanjahu. Wiele lat później opuścił Partię Pracy i objął stanowisko ministra obrony właśnie w rządzie Netanjahu. Podobno jest niezłym ministrem, ale Partia Pracy do dziś nie może stanąć na równych nogach. Ehud Barak mówił wczoraj o wizji Izraela otoczonego coraz bardziej wrogimi sąsiadami. Potwierdził koncepcję dwóch państw (Izrael i Palestyna), czuć jednak było, że w aktualnej sytuacji nie ma wielkich szans na realizację tego planu.
Gdy sala plenarna się wyludnia delegaci rozpoczynają drugi typ aktywności. Odbywają się setki dyskusji panelowych, każda w gronie kilkudziesięciu osób. Delegacja europejska wysłuchała wczoraj prezentacji amerykańskich analityków na temat nowoczesnych metod ochrony portów lotniczych, sposobów finansowania Hezbollahu, czy roli mediów społecznościowych w organizacji nowoczesnego terroryzmu.
Dziś po 16-tej czasu polskiego na głównej scenie pojawi się wiceprezydent Joe Biden. A my zaraz potem wracamy do Europy.