Obecna kadencja Sejmu zaczęła się z nietypowym dobrodziejstwem inwentarza. Była nim rekomendacja o Trybunał Stanu dla Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobry, która znalazła się w raporcie sejmowej komisji śledczej kierowanej przez Ryszarda Kalisza. Sprawa była na tyle mocna, że po wyborach SLD zaczął zbierać podpisy pod odpowiednim wnioskiem. Partia Palikota zamierzała go poprzeć w części dotyczącej samego Ziobry, a wszystko to działo się w atmosferze przyrzeczenia Platformy (która sprawozdanie Kalisza w poprzedniej kadencji poparła), że do wniosku o Trybunał dla pisowców wróci po wyborach.

REKLAMA
W ostatnich dniach rozgrywa się w tej sprawie spektakl w iście platformerskim stylu. Na początku tygodnia Rafał Grupiński zapowiedział złożenie wniosku przez PO. Jest rzetelnym poznaniakiem, ale zapewne nie tylko tym się kieruje. Wie, że brak rozliczenia PiS-u w tak oczywistej i udokumentowanej sprawie jak śmierć Barbary Blidy, będzie prędzej czy później rzutował na reputację jego partii.
Wniosek jeszcze nie powstał, ale już wiemy, że… znaczna część Platformy jest przeciw, nawet go nie czytając! Mówi o tym m.in. Grzegorz Schetyna. Powodem jest zapewne ideologiczna lojalność wobec pisowców, gdyż w głębi serca pan Gowin i inni uważają, że jeśli nawet Kaczyński i Ziobro postępowali nieładnie, to zapewne ze szlachetnych pobudek. Nie będzie więc żadnego wniosku, bo z ust byłego marszałka słyszymy też, że musiałby być "dobrze przygotowany", "dobrze uzasadniony" i musiałby "uzyskać większość", a na to się nie zanosi.
Dawno temu rządziła Polską partia, której liczne deklaracje były przedmiotem kabaretowych kpin. Po Polsce krążył m.in. taki dowcip: "Jak PZPR mówi, że da, to znaczy, że mówi". Dziś o Platformie można powiedzieć podobnie – "Jak obiecała, że po wyborach wróci do wniosku o Trybunał, to obiecała".