Rzesze przeciwników Europy Plus znalazły sobie okazję, aby nie rozmawiać o: ludziach, którzy "dali twarz" projektowi; programie, który choć jeszcze niegotowy, ale już jest; braku kobiet, bo są; tworzeniu atrapy Ruchu Palikota, bo na 16 pełnomocników z jego partii jest mniej niż połowa. Czyli według starej anegdoty – A w Ameryce to biją Murzynów! W naszym przypadku – Aleksandra Kwaśniewskiego.

REKLAMA
Drugim obszarem trosk jest tzw. jedność lewicy. Piszę o troskach, bo nawet ludzie światli, jak prof. Tomasz Nałęcz, wypowiadają się z niesmakiem o tym, że dogadywanie się Kwaśniewskiego, Palikota i Millera idzie kiepsko. Rozumiem, że byłoby najłatwiej, gdyby SLD wstąpił do Ruchu Palikota. Niemożliwe. Równie piękna byłaby inkorporacja Ruchu do SLD. Też nie działa. Pozostaje więc wariant mozolnej rozmowy, a dla mnie tworzenie Europy Plus, bo im bardziej jesteśmy krytykowani, tym wyraźniej widać sens projektu.
Z Europą Plus nie mają problemu liderzy lewicy europejskiej. W sposób mniej lub bardziej publiczny proszą o briefingi w sprawie tego, co dzieje się w Polsce, a pisemne prośby Leszka Millera o wykluczenie mnie z Grupy Socjalistów i Demokratów spotykają się ze stanowczą odmową. Też pisemną.
Ot, życie.